Jaka jest prawda o nauce języków obcych?
Kilka tygodni temu popełniłam błąd. Na spotkaniu networkingowym miałam 60 sekund na przedstawienie tzw. elevator pitch: wyjaśnienie, czym się zajmuję, komu pomagam i co mnie wyróżnia. Zabrakło mi czasu na przemyślenie formuły i musiałam coś wymyślić na już. Zaczęłam więc prowokacyjnie: „Wierzę, że talent językowy to mit.” Dalej popłynęłam już gładko.
Zmieściłam się w czasie, uznałam to za sukces. Ale potem zaczął mnie dręczyć moralny kac.
Czy ja rzeczywiście nie wierzę w talent językowy? No przecież, że nie!
Doszłam do wniosku, że użyłam skrótu mentalnego, który może być błędnie zrozumiany. Czas wyjaśnić, jak naprawdę wygląda sprawa z tym talentem.
Talent językowy istnieje – ale to dopiero początek
No więc tak – jestem przekonana, że talent językowy istnieje i odgrywa istotną rolę w tym, czy dana osoba osiągnie sukces, czyli dotrze do zamierzonego poziomu umiejętności oraz jak szybko i w jakim stylu to zrobi. Istnieją predyspozycje do nauki języków, istnieje łatwość, którą niektóre osoby się cieszą, ucząc się kolejnych języków obcych.
Jak poznać predyspozycje językowe?
Najczęściej tacy uczniowie doświadczają jednocześnie łatwości i przyjemności w nauce. Powtarzanie słówek? Żaden problem. Im więcej słówek, tym większa frajda. Rozkminianie zawiłości jakiegoś trybu gramatycznego? Sama przyjemność!
To ludzie, którzy naturalnie czerpią radość z odkrywania, jak działa język. Dla nich cada nuevo desafío (każde nowe wyzwanie) to nie przeszkoda, ale okazja do zabawy językiem. Czegoś takiego doświadczałam jako małolata, ucząc się rosyjskiego. W liceum dla rozrywki zakupiłam kurs korespondencyjny języka francuskiego z ESKK. Moi przyjaciele pękali ze śmiechu, gdy pełna powagi powtarzałam ze słuchawkami na uszach: „ży żu ozeszek”.
Kiedy talent to za mało?
Ale – i tu jest kluczowe „ale” – wierzę, że talent to nie wszystko. Można go zmarnować, nie wykorzystać, spocząć na laurach.
Jeśli zabraknie systematyczności, powtarzania, regularności, stopniowania wysiłku… Jeśli zabraknie wsparcia otoczenia, dobrego nauczyciela, który wskaże drogę i skuteczniejsze sposoby nauki, który będzie mądrze podnosił poprzeczkę… Jeśli w końcu zabraknie istotnych cech charakteru – choćby pracowitości – bo przeszkodą okażą się łatwo dostępne i płytkie czynności np. związane z social mediami…
To wtedy można powiedzieć, że i talent językowy nie wystarczy, by dojść do pełni możliwości.
Ostatnio trafiłam na post o młodym szachiście, 8-letnim Wiktorze, który według ekspertów ma szansę być następcą Jana Krzysztofa Dudy. Widać w nim potencjał. Talent jest. Ale autor posta zwrócił uwagę na coś istotnego: bez wsparcia mądrych i gotowych do poświęceń rodziców, doskonałego trenera, wytrwałości i sumienności, w końcu bez środków finansowych – przepowiednia może się nie spełnić.
Czyli sam talent nie wystarczy.
Co jeśli twoje dziecko nie ma szóstek?
A co jeśli nie widzisz w swoim dziecku jakichś szczególnych predyspozycji językowych? Jeśli w dzienniku tylko trójki lub dwójki, stękanie, dukanie, a z czasem coraz większa niechęć do nauki? „Ja nie mogę z tym francuskim: pisze się inaczej, a czyta się inaczej!”. „Po polsku użyłbym jednego czasu przeszłego, a w hiszpańskim mam aż cztery do wyboru – po co im to?”
Niebezpieczne przekonania, które blokują rozwój
Czy to oznacza, że nie będzie umiał komunikować się skutecznie po angielsku, hiszpańsku czy francusku?
Może się tak zdarzyć. Ale uwaga – nie dlatego, że brakuje mu predyspozycji.
Stanie się tak, jeśli w szkole usłyszy: „Na ciebie nie ma sposobu. Języki to nie twoja bajka.” Jeśli uwierzy w to, że bez specjalnego talentu nie ma co marzyć o skutecznej komunikacji. Jeśli i ty w to uwierzysz – to może się tak zdarzyć.
Nuda i porażka – oto dwie zabójcze znajome ze szkolnej ławy, w duecie niezwykle skuteczne, jeśli chodzi o utrwalanie w głowach uczniów mentalnych blokad, które hamują rozwój językowy.
Jak pracuję z różnymi uczniami (i co z tego wynika)
Pracuję z bardzo różnymi osobami.
Trafiają do mnie ci szczególnie uzdolnieni, którzy mają za mało językowej stymulacji na zajęciach w szkole. Którzy piszą testy na 100 procent bez większego wysiłku – często ich rodzice w porę wychwytują ten pierwiastek geniuszu językowego i proszą o wsparcie. Bo jeśli taka osoba nie zostanie zachęcona, by pisać na 120%, jeśli nie postawi się jej wyzwań o odpowiednim stopniu trudności – daru może nie wykorzystać.
Z takimi osobami nauka hiszpańskiego jest dla mnie tylko jednym z obszarów, na których spulchniamy glebę. Drugim jest kształtowania charakteru, czyli pracy nad czymś o wiele większym i szerszym niż kompetencje językowe. Chodzi o umiejętność stawiania sobie wyzwań, wytrwania w wysiłku, planowania, podejmowania strategicznej i systematycznej pracy, rozumienia i wyciągania wniosków ze swoich porażek.
Trafiają do mnie osoby z zaległościami w podstawach, czasem zablokowane albo znudzone. Wielu uczniów pomimo kilku lat nauki w szkole wciąż nie potrafi odezwać się po hiszpańsku. Takie osoby potrzebują często pracy mentalnej nad własnymi przekonaniami, dmuchania w żagle i skierowania ku efektywnym ćwiczeniom. Potrzebują poznać sens regularnego treningu językowego i kogoś, kto pomoże w nim wytrwać.
Są też i tacy, którzy mają nastawienie rozwojowe dzięki swemu otoczeniu, mają chęci i gotowość do wysiłku, a potrzebują „tylko” poprowadzenia – ponownie wsparcia i wymagań w odpowiedniej proporcji – by rozkwitnąć. Z czasem – u jednych szybciej, u innych wolniej – zaczynają być widoczne rezultaty nauki z sensem i zaczyna się „manifestować” wiedza i nabywane umiejętności.
Talent to nie wszystko – tysiące drobnych ziarenek piasku
Nie zbudujesz na plaży pięknego zamku z piasku, jeśli nie ułożysz w jednym miejscu tysięcy drobnych ziarenek.
Setki godzin spędzonych na ćwiczeniach, rozmowach, zajęciach, pisaniu, śpiewaniu, słuchaniu, mówieniu w języku obcym – to właśnie te ziarnka.
Perspektywa czasu (czyli: dlaczego warto być cierpliwym)
W każdym z przypadków na zobaczenie efektów potrzeba czasu.
Pod wpływem nowych umiejętności tworzą się w mózgu osoby uczącej się zmiany na poziomie anatomicznym (nowe szlaki neuronalne). Ale na to wszystko potrzeba czasu. Dopiero z perspektywy kilku tygodni czy miesięcy możemy zobaczyć swój postęp.
Pamiętasz, jak uczyłaś się prowadzić samochód? Na początku silnik gasł na co drugim skrzyżowaniu. Teraz wsiadasz i nie myślisz o sekwencji: sprzęgło, bieg, gaz. Podobnie jest z uczeniem się języka. Potrzeba dłuższego procesu, by umiejętności stały się automatyczne.
Podsumowanie: kombinacja wsparcia i wymagań
Czy wierzę, że talent językowy to mit? Nie.
Jednak wierzę głęboko w to, że talent językowy nie wystarczy. Bez systematyczności, wsparcia, odpowiednich metod i cech charakteru – nawet największe predyspozycje mogą zostać zmarnowane.
Z drugiej strony: brak wyraźnego talentu nie oznacza skazania na porażkę. Z odpowiednim wsparciem, efektywnymi metodami i wiarą w siebie można osiągnąć bardzo wysoki poziom kompetencji językowych.
Niezależnie od tego, czy obserwujesz u swojego dziecka predyspozycje językowe, czy też nie – pamiętaj, że talent to nie wszystko. W każdym przypadku czeka cię jako rodzica (i nauczyciela) praca mentalna: wspierać i wymagać jednocześnie.
Ta kombinacja nie może zawieść.
Co naprawdę decyduje o sukcesie w nauce języka?
💎 Systematyczność i regularność – język potrzebuje ciągłego kontaktu. Bez regularnego używania nawet najlepsze podstawy ulegają erozji.
💎 Mądry nauczyciel – ktoś, kto ma skrzynkę z narzędziami, z której raz wyciągnie rozmowę, a raz tekst do analizy. Albo łamaniec językowy. Ktoś, kto dostosuje metody do twoich potrzeb, zaproponuje zadania do twojego poziomu, będzie od ciebie wymagać i pomoże ci wytrwać w trudnych momentach.
💎 Cechy charakteru – wytrwałość, cierpliwość, dociekliwość. To one decydują o tym, czy wykorzystasz swój potencjał (niezależnie od tego, jak duży jest ten potencjał na starcie).
💎 Wsparcie otoczenia – rodzice, którzy wierzą w swoje dziecko, zachęcają do prób i nie pozwalają mu się poddać.




