Jedno słowo o wielkiej mocy
Czy wiesz, że jest jedno słowo, które potrafi diametralnie zmienić opowieść, jaką młody człowiek opowiada sobie o sobie? To słowo to: jeszcze.
Jak to brzmi: „Nie umiem tych słówek” kontra „Jeszcze nie umiem tych słówek”? Gdzie jest przestrzeń rozwoju? Które zdanie niesie w sobie kojącą nadzieję?
Odpowiedź jest oczywista, a jednak nawykowo wybieramy pierwszy przekaz, nieświadomie utwierdzając się w stereotypowym i ograniczającym myśleniu. Pokładamy nadzieję w talencie, pomijając rolę wytrwałości i zdolności do uczenia się na błędach.
Wiara w to, że mogę się rozwijać
Carol Dweck, psycholożka z Uniwersytetu Stanforda, po dekadach badań doszła do wniosku, że nie inteligencja decyduje o tym, jak daleko zajdzie młody człowiek. Decyduje o tym, czy wierzy, że jego mózg może się rozwijać. Opisała to w swojej książce „Nowa psychologia sukcesu”, w której szeroko opisuje losy młodych osób, które różni to, co leży u podstaw każdego ludzkiego działania: nastawienie. Konkretnie – przekonanie o istnieniu czynnika, który determinuje nasze osiągnięcia.
Dzieci z tzw. fixed mindset, czyli nastawieniem na stałość, pokładają nadzieję w talencie, byciu uzdolnionym, zaś porażki odbierają jako potwierdzenie, że wystarczającego talentu nie mają. Często myślą o sobie w kategoriach zerojedynkowych — „nie mam talentu” — a na przeszkody reagują zachowawczo. Trudność to dla nich sygnał, że „chyba się nie nadaję”.
Dzieci z tzw. growth mindset, czyli nastawieniem na rozwój, traktują trudność jako informację, że napotkały przeszkodę, którą muszą pokonać. Trochę się przy tym namęczą, poturbują, przewrócą, a czasem na siebie zezłoszczą czy zarumienią. Ale w końcu ją pokonają, bo wierzą, że sukces to nie kwestia talentu, lecz wysiłku i wytrwałości.
Co na to neurobiologia?
Mózg nastolatka jest w stanie intensywnej przebudowy i ma potężną zdolność do zmian. Nazywamy to neuroplastycznością. Każda nowa umiejętność — zapamiętane wyrażenie, idiom, rozwiązana gramatyczna zagadka, odważnie wypowiedziane zdanie, zadane pytanie — dosłownie tworzy nowe połączenia nerwowe.
Błąd w tym ujęciu to krytycznie ważna chwila, w której dendryt „pomylił się”, szukając nowej drogi do aksonu innego neuronu. (Zawsze bawiły mnie te nazwy końcówek neuronów!) W mądrej analizie popełnionego błędu — czyli połączenia neuronalnego, które wymaga korekty — kryje się wielki potencjał do lepszego rozumienia i zapamiętania studiowanej kwestii. Błąd nie jest porażką, za którą uczniowi należy się jedynka.
My, rodzice i wychowawcy, też jesteśmy częścią tej układanki
Problem polega na tym, że szkoła i dom — my, rodzice! — bardzo często nieświadomie uczą czegoś odwrotnego. Kiedy chwalimy dziecko słowami „jaki ty zdolny”, zamiast „doceniam, jak bardzo się postarałeś”, przyklejamy mu łatkę osoby, której sukces powinien przychodzić bez wysiłku. Utrwalamy przekonanie, że zdolność to coś stałego. A co kiedy robi się za trudno? Dziecko może dojść do wniosku, że lepiej nie próbować, niż spróbować, bo „może się okazać, że nie jestem taki zdolny jak o mnie myślą”. Nastolatek woli się wycofać i zrezygnować ze sprawdzenia się, niż narazić się na to, że wypadnie słabiej, niż oczekuje otoczenie.
W nauce języka widać to gołym okiem
Uczniowie z fixed mindset — nastawieniem na stałość — wolą milczeć. Milczą, bo wstydzą się błędów oraz krytyki. Bo pomyłka boli ich tożsamość, zawstydza. Bo krytykę odbierają jako atak.
Też tam byłam. Bałam się odezwać nieperfekcyjnie. Bałam się, że ktoś wychwyci mój błąd i to dowiedzie, że nie mam dobrej pamięci. Nie raz rumieniłam się ze wstydu, gdy zdałam sobie sprawę, że to, co przed chwilą powiedziałam, było niepoprawne! Tymczasem uczniowie z growth mindset mówią, mylą się, analizują błąd (gdy nauczyciel da im wartościową informację zwrotną) — i mówią znowu. I to właśnie oni robią największe postępy.
Dobra wiadomość: nastawienie można zmienić
Nie wymaga to kazań z ambony ani wielkich przemówień. Wymaga codziennych, małych zmian w reakcjach — na trudność, przeszkodę, błąd czy wysiłek. Zaczyna się od języka, którego używamy rozmawiając z nastolatkiem — jako nauczyciele, rodzice, trenerzy, wychowawcy. A kończy się tym, jakim głosem on zaczyna mówić sam do siebie.
Co mówisz do siebie, gdy Ci się coś nie uda? Gdy popełnisz błąd? Gdy napotykasz trudność? Co mówisz do swojego dziecka w obliczu wysiłku, dyskomfortu, wyzwania? Czy w obliczu sukcesu chwalisz talent czy wysiłek — „udało ci się, bo jesteś taki zdolny” czy „zapracowałeś na to, włożyłeś wysiłek i ma teraz efekt”? Jakim językiem — i nastawieniem — napełniasz nieświadomie swoje otoczenie?
Napisz w komentarzu — co chcesz zmienić w języku, którym rozmawiasz z dzieckiem albo z samym/ą sobą? Trzeba o tym głośno mówić. Udostępnij ten wpis — może trafić do kogoś, komu jest potrzebny.

